Press "Enter" to skip to content

Rozważanie na piąty piątek Wielkiego Postu – 01.04.2022r.

„…nie opuszczę Cię aż do śmierci”

              Oto zwieńczenie pierwszej części przysięgi małżeńskiej. To deklaracja trwania małżonków przy sobie. To wyraz przeświadczenia, że miłość to obecność – obecność we wszystkim i bliskość w każdym dniu, w każdej chwili życia.

              Potrzeba bliskości jest naturalnie wpisana w życie każdego człowieka. Odczytujemy ją od samego momentu poczęcia w relacji rodzice – poczęte dziecko. Następnie rozwija się po narodzinach, przygotowując dziecko do wyłącznej relacji miłości, którą będzie przeżywało kiedyś we własnym małżeństwie. Bliskość przejawia się wówczas najpełniej w czułej obecności – jakże pięknej ikonie miłości.

              Sam Bóg jest Bogiem bliskim. Określa się przecież imieniem Emmanuel – czyli „Bóg z nami” (Iz 7, 14), Bóg bliski, Bóg czuły. Czy nie takim ukazuje Go księga proroka Ozeasza? Czytamy w niej: „Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu… Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że troszczyłem się o nich. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go” (Oz 11, 1 – 4). Bóg objawia swoją miłość w czułości rodzica do swego dziecka, które tuli do policzka, nachyla się ku niemu, karmi go. Jego obecność nasiąknięta jest bliskość i czułością.

              Dzięki temu, co Bóg ukazuje o sobie samym, my mamy odwagę mówienia o tym, jak bardzo czułość jest potrzebna w naszym życiu, w życiu każdego człowieka, w dynamizmie miłości każdego małżeństwa. W tej perspektywie łatwiej nam zrozumieć, dlaczego Jezus brał dzieci na ręce (Mk 10, 13 – 16), dotykał trędowatych (Mt 8, 1 – 4), pozwalał się dotknąć chorym (Mt 10, 20) i wyciągał rękę do głuchoniemych (Mk 7, 31 – 37) i paralityków (Łk 5, 17 – 26). Osoby pozbawione bliskości pragnęły Jego obecności. Jego obecność ich uzdrawiała. Uzdrawiał ich w sposób integralny – w przestrzeni ciała, serca, ducha, więzi. Uzdrawiał całego człowieka – uzdrawiał jego ciało i przebaczał jego grzechy (J 5, 1 – 16). Ostatecznie te dłonie – dłonie, które uzdrawiały – pozwolił Jezus przybić do krzyża, aby nimi dotknąć ranę każdego ludzkiego serca. W ten sposób Jezus objawia Miłość Boga „aż po śmierć”.

              Wyjątkowym wyrazem tajemnicy Bożej obecności są słowa wypowiedziane właśnie wtedy, na krzyżu, w momencie umierania: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił” (Mk 15, 34). Tak często ich nie rozumiemy, myśląc tylko i wyłącznie o opuszczeniu. Czy jednak Ten, który objawia się jako Jahwe (Wj 3, 14 – 15), jako „Ten, który jest” może być jednocześnie realnie nieobecny. Bóg nikogo nie opuszcza. Przez to doświadczenie Chrystus pragnie pokazać nam jedno – „Jestem z Tobą – Jestem nawet wtedy, kiedy Tobie wydaje się, że wszyscy cię opuścili. Jestem przy Tobie nawet wtedy, kiedy moja obecność – wydaje się – nie przynosi żadnych owoców i nie wzbudza żadnych emocji. Jestem z Tobą”. Zadziwiająca jest logika miłości Boga. Ile jest w naszym życiu sytuacji, w których wydaje się, że nie jesteśmy  w stanie nic zrobić. To właśnie wtedy Bóg zaprasza każdego: „Kochaj i bądź obecny. Nic więcej. Miłość wystarczy”. Jesteśmy na to gotowi? Czy jesteśmy gotowi na miłość, kiedy ta miłość nie przynosi tego, czego byśmy się spodziewali? Czy jesteśmy gotowi na miłość, kiedy ta miłość w ten lub inny sposób jest „odrzucana”? A taka jest właśnie miłość Boga.

              Bliskiej obecności potrzebujemy przez całe życie, chociaż na różnych etapach życia potrzeba ta różnie się przejawia – zawsze jednak przejawia się w tworzonych relacjach miłości. Potrzebę bliskości łatwo realizować względem dziecka, ale w związku osób dojrzałych – w związku małżeńskim – małżonkowie powinni nauczyć się tę potrzebę odczytywać. Nie można jednak tego robić, patrząc na siebie samego – na swoje potrzeby i swoje pragnienia. Należy spojrzeć na osobę kochaną, należy wsłuchać się w jej potrzebę bliskości, a nie tylko okazywać ją w taki sposób, który mi się wydaje za najlepszy. Już św. Paweł o tym pisał, kiedy zapraszał małżonków: „Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu… Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie… Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało” (Ef 5, 21 – 33). Okazywany „szacunek mężowi” oraz „miłowanie żony” przez męża to jasny sygnał i wezwanie do tego, aby okazywanie miłości było odpowiedzią na rzeczywiste potrzeby ukochanej osoby a nie realizowaniem wymyślonych projektów, które wydają się doskonałe tylko i wyłącznie ich autorowi.

              Jest to zadanie na całe życie, bowiem zmieniamy się, rozwijamy się z biegiem kolejnych lat. Z biegiem lat także nasze potrzeby się zmieniają. Nie powinno się zmieniać tylko pragnienie mego serca: „aby kochać i być kochanym”. Ono w nas powinno być zawsze intensywnie żywe. Dlatego małżonkowie do przysięgi „…i że Cię nie opuszczę…” dodają słowa „aż do śmierci”. Wskazują przez to na swoją gotowość wspólnego trwania na drodze bliskości. Miłość to bowiem droga – droga, którą wspólnie się podejmuje jako zadanie nie tyle na całe życie, ile w każdym momencie życia, w każdym oddechu, w każdym biciu serca. Miłość to proces (ks. Krzysztof Grzywocz), który wspólnie należy przeżyć. Miłość to proces konfrontacji także z tym, co ten czas może przynieść w sposób niespodziewany, niezaplanowany, a może nawet niechciany. Trzeba być tego świadomym, aby odpowiedzialnie i trwale przeżywać więź miłości małżeńskiej.

              Słowa „aż do śmierci” nie mogą być przez nas traktowane zatem tylko w perspektywie czasu. Jak wiele słów, których znaczenie odkrywamy w świetle łaski wiary, tak i ono ma głównie znaczenie jakościowe. Nie chodzi więc tylko o czas, ale chodzi przede wszystkim o sposób przeżywania tego czasu. „Aż po śmierć” – to jednoznacznie zachęta do takiej miłości, w której potrafisz zrezygnować z siebie samego i czynisz to, bo tego chcesz, bo takiego wyboru dokonujesz pragnąć żyć miłością coraz bardziej doskonałą.

              Do takiej miłości wychowywał swoich uczniów sam Jezus Chrystus. Doświadczył tego Jan i Andrzej, których Jezus zaprosił, aby poszli razem z Nim zobaczyć, gdzie mieszka (J 1, 35 – 42). Doświadczył tego Tomasz, któremu Jezus powiedział, aby wyciągnął rękę i dotknął Jego ran (J 20, 24 – 29). Doświadczył tego najpełniej sam św. Piotr. Najczęściej chyba właśnie jemu z grona apostołów Jezus ukazywał, że odpowiedzią na powołanie jest droga – podążanie za Zbawicielem (Mt 4, 18 – 22), uczenie się Go (Mk 8, 31 – 33), przeżywanie Jego obecności i Jego działania na nowo (J 21, 1 – 14), naśladowanie Go (J 21, 15 – 19), uobecnianie Jego Miłości w swej codzienności (J 21, 20 – 23). Ostatecznie Piotr odkrywa, że podobnie jak Mistrz tak i on ma oddać swoje życie, pozwalając się przybić do krzyża. Nauczył się w końcu pytać Quo vadis, Domine – aby nieustannie kroczyć za swym „Panem i Nauczycielem” (J 13, 13 – 15).

              „Jedyną miarą miłości jest miłość bez miary” – te słowa św. Bernarda z Clairvaux niech dla każdego z nas będą jedynym wyznacznikiem miłości do Boga, który uczy nas i daje nam łaskę miłości do drugiego człowieka. A miłość małżeńska niech będzie najjaśniejszym blaskiem miłości Ojca i Syna w Duchu Świętym.

 Zastanów się!

  1. Czy z łatwością przychodzi ci bliskość fizyczna ze swym współmałżonkiem?
  2. Na ile osoby, które kochasz, doświadczają bliskości duchowej z twojej strony?
  3. Czy modlisz się za swego współmałżonka?
  4. Czy lubisz dotyk swego męża / swej żony? Czy może przeżywasz jakieś trudności? Czym one są spowodowane?

Dobre praktyki!

  1. Pielęgnuj rytuały bliskości w swoim małżeństwie.
  2. Bądź ze swoją żoną / swoim mężem w przeżywaniu tego, co jest jej / jego.
  3. Przeżyj bliskość Boga (np. adoracja Najświętszego Sakramentu).
  4. Trwaj w modlitwie małżeńskiej – tak jak potrafisz; na tyle, na ile was teraz stać.

ks. Adam Skrzyński