Press "Enter" to skip to content

Rozważanie na pierwszy piątek Wielkiego Postu – 04.03.2022r.

„Ja…biorę Ciebie”
Oto pierwsze słowo przysięgi małżeńskiej – „Ja”. Niepozorne, niezauważalne, bagatelizowane? Oby nie, ponieważ jest fundamentem całej przysięgi małżeńskiej. Nasze decyzje, nasze wybory opieramy bowiem na świadomości tego, kim jestem.

            Chciałbym, abyśmy jednak na samym początku dokonali istotnego rozróżnienia tego „kim jestem” od „poczucia tego, kim jestem”. Proszę, niech nikt nie myśli, że jest to nieistotne. Czasami bowiem te dwie prawdy rozmijają się ze sobą diametralnie. Pamiętajmy jednak, że cechą dojrzałości jest nie tylko uświadomienie sobie i wewnętrzne przyjęcie tego, kim jestem, ale przeżywanie tej prawdy w szerokiej perspektywie własnego codziennego życia. „Poczucie, kim jestem” powinno być autentycznym przejawem tego „kim naprawdę jestem” (ks. Krzysztof Grzywocz”.

            „Kim jestem?” – to jedno z najważniejszych pytań, jakie może sobie zadać człowiek (św. Jan Paweł II) To pytanie, które w przestrzeni świadomości i nie-świadomości motywuje nas do przeróżnych wyborów i zachowań na przestrzeni wielu lat życia. To pytanie, które czasami głośno i wyraźnie, a czasami całkowicie niewerbalnie zadajemy sobie, innym i światu wokół nas – Kim tak naprawdę jestem? Czy mam prawo świadomie i odpowiedzialnie wypowiedzieć proste słowo „Ja”, kiedy nie umiem nazwać tego, kim jestem? Czy mam prawo skierować słowa do drugiej osoby „biorę Ciebie”, kiedy nie wiem, kim ona jest? Odkrywanie świadomości „kim jestem dla siebie” i „kim jestem dla ciebie” oraz „kim jestem dla Niego” jest jedną z najważniejszych dróg i najpiękniejszych przygód naszego życia.

            Podobną drogę podjął sam Jezus Chrystus! Co widzimy to dzięki lekturze Ewangelii? Oczywistym jest dla mnie, że miał świadomość tego, że Bóg jest Jego Ojcem, ale czasu wymagało odkrywanie tego, co znaczy być Jego Synem. Była to droga z jednej strony Jego wewnętrznych doświadczeń(Łk 2,49). Jego przeświadczenie z drugiej jednak strony potwierdzane było także sytuacjami, które przychodziły do Niego z inicjatywy Ojca w Duchu Świętym (Mt3, 13-17). Jednak nie możemy zapomnieć, że siłą spajającą to wszystko w całość – integrującą wewnętrznie – było Jego codzienne życie w doświadczeniu życia rodzinnego w Nazarecie wraz z Maryją i Józefem (Łk 2,39-40) oraz więzi, które tworzył i przeżywał z innymi osobami i pośród innych osób (Łk 2, 51-52; Łk 8, 11-3). Ostatecznym jednak znakiem pełnej świadomości siebie samego było oddanie życia za człowieka na Drzewie Krzyża (J 10, 18).

            Spójrzmy na kontekst Ewangelii Pierwszej Niedzieli Wielkiego Postu (Łk 3, 21 – 4, 21). Jezus otrzymuje chrzest z ręki Jana Chrzciciela, stając „pośród wielu innych”. W jego trakcie otrzymuje znak namaszczenia Duchem Świętym oraz wyraźną deklarację Boga – „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Z całym tym doświadczeniem wychodzi na pustynię, gdzie wcale nie jest łatwiej. Zamiast odnaleźć wewnętrzny spokój, podejmuje się jakże konkretnej walki ze złym duchem. Słowo Boże i asceza są dla Niego orężem przezwyciężenia pokusy łatwego życia, samowystarczalności, bogactwa i władzy (samokontroli). Zwycięstwo pozwala Mu wrócić do Nazaretu i wyjść z domu na nowo, by z mocą głosić obecność Królestwa Bożego pośród nas. Tak dokonuje największego zwycięstwa – Syn Boży pozwala odebrać sobie życie w imię miłości pojednania i przebaczenia, podejmując drogę odrzucenia, wyśmiania, niezrozumienia, fałszywego oskarżenia, upokorzenia, totalnego wyniszczenia.

            Jezus ukazuje nam, że droga naszego życia wiedzie nas przez meandry wewnętrznych poszukiwań, aby nieustannie odkrywać siebie samego, siebie nazywać, uczyć siebie ciągle od nowa, aby podjąć najpiękniejsze wyzwania – wyzwania miłości coraz głębszej, dojrzalszej, odpowiedzialnej, zaangażowanej – miłości oddania życia, aby odnaleźć życie nowe. Na tej drodze powinienem odnaleźć siłę, aby skonfrontować się ze swoją historią życia; z doświadczeniami, które rodzą ból; z moimi lękami; z demonami przeszłości; z emocjami, które wypieram; ze słowami wypowiedzianymi i słowami, których nigdy nie wypowiedziałem, a powinienem; z błędami i sukcesami; z radościami i smutkami; z rolami, które odgrywałem w takich i innych wydarzeniach; z grzechem moim, a czasami i z grzechem innych; ze wspomnieniami osób, które stanęły kiedyś na drodze mojego życia; ostatecznie w spotkaniu z osobami, które dziś naznaczają moje życie. Jest to wymagająca droga spojrzenia na siebie oczami Boga i oczami innych, aby w prawdzie spojrzeć na nowo na siebie. „Poznajcie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J8, 32).

            Spójrzmy jeszcze na spotkanie Jezusa ze Samarytanką (J4, 1-42). Kobieta z Samarii nosi w sobie prawdę o sobie. Zauważmy jak bardzo jej spojrzenie uwarunkowane jest jej doświadczeniem życia. Świadomość bycia oddaloną żoną, kobietą wielu mężczyzn, którzy prędzej czy później od niej odchodzili – porzucali. Świadomość tego, co mogą myśleć o niej inni. Mętlik wielu myśli, sieć niezwerbalizowanego lęku, pustka bliskości. Wszystko to powoduje, że ukrywa się przed innymi w świetle południowego słońca. Czy to znak, że „demon południa” już tak bardzo odebrał jej siłę, by walczyć o siebie w spotkaniu z innymi? Wydawałoby się, że bezpieczna droga (bo nikogo nie spotkam, nie spotkam oceniających mnie oczu…) jest w rzeczywistości drogą największej udręki samokrytyki i nieustannie wybrzmiewającego pytania „Kim jestem, skoro wszyscy czują do mnie odrazę”? Przeszywa mnie przerażenie, kiedy pomyślę, ile osób nosi w sobie to samo doświadczenie Samarytanki. W tym jednak momencie pojawia się ON – Jezus. Spotkanie z Nim nie jest łatwe. Spotkanie z Nim odsłania stare rany. Spotkanie z Nim pozwala na nowo mnie zrozumieć. Spotkanie z Nim jest przestrzenią uzdrowienia. Spotkanie z Nim nadaje nowy sens mojemu życiu. Spotkanie z Nim uwalnia mnie od demonów przeszłości, poczucia winy, lęku przed wzrokiem innych. Jakże  piękna dynamika spotkania. To w tym spotkaniu przestaję być „niewidzialnym” – „niemym”. To dzięki spotkaniu z Nim odnajduję w sobie odwagę i siłę stanięcia przed innymi twarzą w twarz – w prawdzie. To dzięki spotkaniu z Nim mój głos na nowo rozbrzmiewa i nie boi się mówić tego, co czuję, co przeżywam, kim jestem teraz. To siła spotkania w miłości, która pozwala mi przyjąć światło prawdy. Poczucie tego, kim jestem zostało przezwyciężone doświadczeniem tego, kim jestem na prawdę. Jakże piękne to spotkanie! W Chrystusie odkrywam to, jaki jestem! W Chrystusie odnajduję to, kim naprawdę jestem!

            Więź miłości jest ostatecznie jedyną przestrzenią odkrywania tej prawdy. Dlatego na samym początku mam powiedzieć „Ja…biorę Ciebie”, abym w łasce Ducha Świętego tę przestrzeń miłości budował, pielęgnował ją i pogłębiał. „Ja” – w całym bogactwie tego słowa (czasami radosnym, czasami trudnym, czasami wstydliwym, czasami rodzącym dumę, ale zawsze pięknym, kiedy przenika je miłość Chrystusa).

 

Zastanów się:

  1. Na ile jest w Tobie żywe pragnienie poznania siebie i tych, których kochasz „na nowo”?
  2. Czy nosisz w sobie lęk, że siebie i ukochaną osobę znasz jeszcze za mało?
  3. Czy potrafisz rozmawiać z kochaną osobą o swoich trudnościach, niepewnościach, lękach?
  4. Na ile budujesz atmosferę miłości, aby ktoś mógł otworzyć przed tobą swoje serce?
  5. Na ile Namiot Spotkania jest przestrzenią poznawania siebie oczami Chrystusa?
  6. Na ile potrafisz być wdzięczny za to, kim jesteś oraz za to, kim są kochane przez ciebie osoby?
  7. W jaki sposób tę wdzięczność wyrażasz?

Dobre praktyki:

  1. Codzienny rachunek sumienia – Patrz, nazywaj, otwórz się.
  2. Praktyka uważności – Obserwuj siebie i swoje reakcje. Spróbuj je zrozumieć.
  3. Serdeczny dialog (ze sobą i innymi) – Nazywaj swoje emocje.
  4. Medytacja Słowa Bożego – Spójrz oczami Słowa Bożego.
  5. Podejmij nowe wyzwanie – Zrób to, czego byś nigdy nie zrobił.

ks. Adam Skrzyński