Press "Enter" to skip to content

Rozważanie na szósty piątek Wielkiego Postu – 26.03.21

NIEUMIARKOWANIE W JEDZENIU I W PICIU;
LENISTWO

Kochani, dziś zamiast medytacji
dwie krótkie konferencje do rozważenia.

Małgorzata z Oingt, zakonnica żyjąca w XIV wieku w jednej ze swoich wizji zobaczyła siebie jako wyschnięte drzewo, na którego gałęziach wypisane były nazwy pięciu zmysłów: wzroku, słuchu, smaku, powonienia i czucia. Mimo iż drzewo było uschłe, zaczęło kwitnąć nawodnione przez rzekę symbolizującą źródło życia – Chrystusa. Wizja ta wskazuje na wartość i umiejętność korzystania ze zmysłów. Zmysłowość jest wartościowa i dobra, jeżeli korzystamy z niej w sposób właściwy i wolny. Może stać się pułapką, jeżeli przysłoni inne wartości, szczególnie duchowe.

Zmysły służą poznaniu, miłości, bliskości, czułości, zbliżają do Boga i człowieka. Święty Ignacy spośród wielu form modlitwy proponuje również kontemplację z zastosowaniem zmysłów. Wszystkie zmysły można „wciągnąć” w doświadczenie bliskości Boga, w duchowość, transcendencję. Z drugiej jednak strony mogą oddalać od Boga. Poprzez nie wciska się w serce pokusa, grzech i zło. Stanowią wówczas „bramę zła”.

We współczesnym świecie można zaobserwować pewne skrajności. Z jednej strony świat mediów i reklam nieustannie prowokuje do posiadania więcej. Wmawia człowiekowi, że jego szczęście zależy od ilości nagromadzonych rzeczy. Konsekwencją jest przesyt, brak pragnień, nuda i pustka życiowa. Z drugiej strony istnieje świat nędzy, ubóstwa, wyzysku i degradacji człowieka. By go dostrzec, wystarczy wyjechać na przedmieścia miejskich aglomeracji. Ten świat również rodzi negatywne skutki, wyzwala najniższe instynkty i pożądania.

Pułapką zmysłowości jest nienasycenie. Już w starożytności mędrzec Kohelet stwierdził: Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem (Koh 1, 8). Im więcej człowiek używa, tym więcej chce, a im więcej chce, tym większej doświadcza pustki i nienasycenia. Podobnie jak w miłości. Im bardziej kocha, tym bardziej pragnie i pożąda, a równocześnie doświadcza ograniczeń i braku zaspokojenia. Przeczuwa, że miłość zmysłowa nie zaspokoi pragnienia nieskończoności i miłości absolutnej, której źródłem jest jedynie Bóg.

Zmysłowość jest pozytywna, ale wymaga wewnętrznej pracy. Nie może pozostać na poziomie dziecka, które zarówno w odniesieniu do cukierka znajdującego się na regale, jak i do księżyca na niebie, może powiedzieć: „chcę mieć!”. Musimy ćwiczyć swoją postawę wobec pożądania, żeby nie zniszczyć pragnień przez natychmiastowe zaspokajanie ich (R. Ammicht- Quinn). Należy raczej pielęgnować wewnętrzne zmysłowe pragnienia, odkrywać ich piękno i sens, ale równocześnie nadawać im właściwy kierunek.

Stare porzekadło: „jeść, aby żyć, a nie żyć, aby jeść” bywa często przekręcane. Jedzenie i picie staje się wówczas celem ludzkiego życia, a brzuch – bogiem (por. Flp 3, 19). Trafnie oddaje to przesłanie szokującego w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku filmu Marco Ferreriego „Wielkie żarcie”. Czwórka mężczyzn udaje się do paryskiej willi, aby w sposób hedonistyczny skorzystać z życia. Jedzą wysublimowane potrawy, które sami przyrządzają. Czas umilają sobie zdjęciami pornograficznymi i ekstrawaganckimi wspomnieniami. Do wspólnej zabawy dołączają prostytutki i żądna wrażeń nauczycielka. Z czasem orgia obżarstwa i seksu staje się coraz bardziej ekstremalna, a główni bohaterowie umierają … z przejedzenia.

Biblia potępia brak umiaru, obżarstwo i pijaństwo; nie neguje natomiast samych uczt. Wspólne biesiadowanie jest nie tylko czynnością fizjologiczną, ale również relacyjną, duchową. Wyraża bliskość, wspólnotę, bezwarunkową akceptację i przyjęcie. Wzbudza atmosferę zaufania, intymności, pokoju.

Taki wymiar ma również Eucharystia. Pierwsi chrześcijanie spotykali się w domach, aby wspólnie w Dniu Słońca „łamać chleb”, czyli przeżywać na nowo misterium śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Spotkania kończyły się ucztami miłości „agape”, podczas których przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca (Dz 2, 46). W okresie prześladowań gromadzili się z kolei w katakumbach, by nad grobami męczenników sprawować ucztę eucharystyczną, łącząc się ze świętującymi ją w niebie. W niektórych regionach (np. w Ameryce Łacińskiej) do dzisiaj pozostał zwyczaj radosnego biesiadowania na cmentarzach.

Lenistwo jest unikaniem wszelkiego trudu i wysiłku, a przez to brakiem pełnego życia, biernością, rezygnacją, obojętnością, stagnacją. To nie jest tylko bezczynność umysłu i bezczynność ciała: to zatruta wola, która poczynając od obojętności i postawy „nic mnie to nie obchodzi”, przechodzi w świadome wyrzeczenie się radości i kulminuje się w chorobliwej introspekcji i rozpaczy (D. Sayers).

          U źródeł lenistwa leży zwykle deficyt miłości; zarówno w przyjmowaniu, jak i w umiejętności dawania, dzielenia się.  Przyczyną lenistwa jest też pustka wewnętrzna, duchowa, brak sensu życia, niewłaściwa hierarchia wartości, promująca rzeczy materialne i przemijające. Pustka i brak głębszych wartości prowadzi do poszukiwań coraz mocniejszych wrażeń i przyjemności zmysłowych, a z czasem do nudy, obojętności i duchowego lenistwa.

          Lenistwo jest brakiem akceptacji życia, cieszenia się nim, troski o jego rozwój. Stwórca „wdrukował” w serce człowieka niezaspokojone pragnienie Bożej miłości, gdy człowiek o tym zapomina i szuka własnego szczęścia, wcześniej czy później doświadczy własnej niemożności i ograniczeń. Zamiast oczekiwanej satysfakcji, spełnienia i radości, straci stopniowo pragnienie miłości i Boga, a w konsekwencji sens i wartość życia. Jest jedna rzecz, która nigdy się nie nudzi: Bóg… dlatego jeśli będziemy znudzeni Bogiem, będziemy znudzeni wszystkim (P. Kreeft).

          Lenistwo gasi wszelkie pasje, inwencje, twórczość. Rodzi miernotę, przeciętność, bylejakość. Prowadzi do postawy roszczeniowej i wygodnictwa. Sprawia, że człowiek robi to, co musi i tyle, ile musi, z zegarkiem na ręku. Jeden z moich przełożonych zwykł mawiać, że w każdej wspólnocie zakonnej jest o kilku kapłanów za mało i o kilku za dużo. Za mało gorliwych, ambitnych, twórczych, chętnych do pracy i służenia innym, a za dużo „obowiązkowych”, przeciętnych czy wręcz leniwych.

          Jedną z form duchowego lenistwa jest acedia. Termin ten spopularyzował Ewagriusz z Pontu, mnich wschodni żyjący w IV wieku: Acedia jest umiłowaniem sposobu życia demonów, czyni chód chwiejnym, nienawidzi pracowitości, walczy przeciw wyciszeniu duszy, jest namiętnością udaremniającą śpiew psalmów, opieszałością w modlitwie, rozluźnieniem w ascezie, sennością zbyt wcześnie przychodzącą, snem obracającym się wokół siebie, brzemieniem szaleństwa, nienawiścią celi, przeciwniczką trudów, przeciwieństwem wytrwałości, wędzidłem do rozmyślania, nieznajomością Pism, wspólniczką smutku, jest jakby zegarem odmierzającym porę posiłku. Ewagriusz nazywa acedię „demonem pory południowej”: Demon acedii, nazywany także demonem południa, jest najuciążliwszy spośród wszystkich demonów. Nachodzi mnicha około godziny czwartej i osacza jego duszę aż do godziny ósmej.

          Acedia nie jest tylko wadą mnichów. U świeckich występuje równie często, chociaż przybiera inne formy. Charakteryzuje się większymi skrajnościami. Z jednej strony hiperaktywnością, a z drugiej nudą, pustką, wewnętrznym niepokojem, skłonnością do depresji. Nasila się szczególnie u osób egocentrycznych i pysznych: Człowiek cierpiący na acedię jest głęboko egoistyczny, adoruje samego siebie, jest samotny i niestały, ponieważ niezdolny jest do poświecenia się dla tego, co kocha. Jest już martwy (G. Cucci).

          Acedię leczy wytrwałość i czynienie wszystkiego z wielkim staraniem i bojaźnią Bożą. Wyznacz sobie miarę w każdym dziele i wcześniej nie odstępuj, póki jej nie wypełnisz. I módl się uważnie i żarliwie, a duch acedii ucieknie od ciebie (Ewagriusz). Ponadto pomocny jest codzienny rachunek sumienia połączony z rozeznawaniem duchowym, asceza, kierownictwo duchowe, stawianie sobie konkretnych celów i ich realizacja, posłuszeństwo oraz akceptacja krzyża i cierpienia. Niedoścignionym wzorem może być św. Franciszek Ksawery, Apostoł Indii. W czasie strapienia duchowego (termin zbliżony do acedii) modlił się: „więcej, więcej!”, a w czasie radości i pociech – „dosyć Panie, dosyć!”.